Wrażenia z pierwszego sezonu 'Sherlocka'

To nie jest recenzja. Pod żadnym względem. Nie traktujcie tego postu w ten sposób, bo to nie jest żadna recenzja, ale po prostu moje całkowicie luźne przemyślenia na temat pierwszego sezonu serialu, który wczoraj miałam przyjemność obejrzeć. Mogą zdarzyć się tutaj spoilery, więc jeśli nie oglądaliście serialu to... czytajcie wybiórczo. O Sherlocku słyszałam już kilka razy, zresztą trudno o nim nie słyszeć, bo ostatnio wielu blogerów się nim zachwyca. Byłam bardzo ciekawa na czym polega fenomen tego serialu, ale chyba nie odkryję Ameryki, mówiąc, że jest on na tyle dobry dzięki aktorom i oczywiście ze względu na to, że został oparty na pracach sir Artura Conana Doyle'a. Nie od dziś interesowałam się postacią Sherlocka Holmesa i z wielkim uwielbieniem odbierałam każdy obejrzany o nim film i przeczytaną książkę. A tym razem przyszedł czas na serial. Chociaż właściwie długość odcinków bardziej sugeruje, że to film - 90 minut czystej przyjemności.

Zastanawialiście się kiedyś jakby to było, gdyby Sherlock mógł żyć w teraźniejszych czasach? Kiedy mamy już do czynienia z nową technologią, a dodatkowo miałby do dyspozycji najlepsze medyczne laboratoria? Ja kiedyś byłam tym naprawdę bardzo zainteresowana i wszystkie moje scenariusze zostały przedstawione właśnie w serialu Sherlock, którego nadaje stacja BBC. Nasz tytułowy Sherlock (Benedict Cumberbatch) jest detektywem doradczym (tak, sam to wymyślił i jest jedyny na świecie), a Watson (Martin Freeman) jest lekarzem, byłym wojskowym, a dodatkowo... prowadzi bloga! Od tego momentu każdy bloger pokochuje ten serial, bo, no cóż, jest jednym z nas! Mnie osobiście bardzo urzekło takie przedstawienie tych postaci. Niby Sherlock kojarzy się tylko z dawnymi czasami, ale ten serial pokazuje, że ten mężczyzna idealnie odnalazłby się w naszych czasach. Jestem zauroczona, naprawdę.

Więc zaczynamy od samego początku, czyli od pierwszego odcinka, czyli A Study In Pink. Absolutnie nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Kierowała mną jedynie czysta ciekawość, bo wszędzie słyszałam o tym serialu. Przede wszystkim byłam bardzo namawiana ze strony Julii, a dodatkowo widziałam też, że Sophie i Angie bardzo lubią ten serial, więc pomyślałam: A czemu by nie? Mam ferie, więc najwyższy czas zobaczyć czym tak wszyscy się zachwycają. Twarz Benedicta Cumberbatcha była dosłownie wszędzie, więc ten... A ja słucham się przystojnych twarzy, które mówią mi o tym, żebym je oglądała. Zaczęłam więc i moja pierwsza reakcja to: Co tu, do cholery, robi Bilbo Baggins?! Kompletnie nie wiedziałam, kto tam gra oprócz Benedicta, więc byłam trochę zdziwiona, widząc tam głównego bohatera Hobbita, ale zaraz potem pomyślałam: Oho, to będzie dobry serial. Rozsiadłam się wygodnie w łóżku przed laptopem i:
Przez kilka dobrych minut właściwie nic nie rozumialam, ale byłam ciekawa, co się będzie działo dalej i cieszę się z tego, że postanowiłam kontynuować oglądanie. Bo dosłownie przez cały odcinek raz po raz wybuchałam niekontrolowanym śmiechem i jedyne czego potrzebowałam to: Powietrza! Więcej nie wytrzymam.
Po prostu uwielbiam bohaterów, którzy są tak strasznie pewni siebie i swoich umiejętności, a dodatkowo potrafią wszystkim dogryźć, a zarówno rozśmieszyć. Tytułowy Sherlock jest osobą, której po prostu nie da się nie polubić. Boże, i dlaczego on (rzekomo) nie miał żadnych przyjaciół? To przecież przyjaciel idealny! Co z tego, że wszyscy uważają go za psychopatę, bo takie tajemnicze morderstwa go kręcą. Przecież tajemnicze morderstwa są ciekawe i sama mu się nie dziwię tej fascynacji. Okay, let's move on. Wiedziałam, że Sherlock będzie nieprzeciętną osobą, która zauważy każdy, nawet najmniejszy, szczegół, ale nie myślałam, że to będzie aż na taką skalę. Na początku wydawało mi się to ciekawe.
Ale potem to naprawdę zaczęła się prawdziwa bomba. Byłam pod tak wielkim wrażeniem całego talentu do dedukcji głównego bohatera, że po prostu myślałam, że mój mózg eksploduje z nadmiaru informacji i z tego całego zafascynowania jego osobą. Właściwie resztę odcinka oglądałam mniej więcej w ten sposób:
Cały pierwszy odcinek ogromnie mi się spodobał i chyba nawet nie byłam gotowa na to, co otrzymałam. Był całkowicie kilmatyczny, tajemniczy, a zakończenie niesamowicie zaskakujące, a jednocześnie oczywiste. Aż się chwyciłam za głowę, kiedy dowiedziałam się, kto tak naprawdę był mordercą. Ludzie nigdy nie podejrzewają najbardziej oczywistych osób, bo niektórzy cały czas chowają się w cieniu, a jednak są zdolni do takich rzeczy. Poza tym byłam absolutnie zafascynowana końcówką odcinka, kiedy Sherlock grał w grę w mordercą. Jeszcze chyba nigdy w życiu tak bardzo nie oczekiwałam na zakończenie, a tu nagle okazuje się... I KTÓRA BUTELKA BYŁA TĄ DOBRĄ?!
Nigdy nie dostanę odpowiedzi na moje pytanie, a ono tak bardzo mnie dręczy! W każdym razie po pierwszym odcinku byłam naprawdę absolutnie zachwycona tym serialem. Już dawno żaden mnie tak bardzo nie zainteresował na tyle, że mialam ochotę przesiedzieć całą noc, oglądając wszystkie sezony. I właściwie pod samo koniec miałam niezły mindfuck. Nie mogłam się pozbierać naprawdę.
Pierwszy odcinek jest po prostu mistrzowski, fantastyczny, bezbłędny i CUDOWNY!

Od teraz obejdzie się bez gifów, które ilustrowałyby moje uczucia przy oglądaniu kolejnych dwóch odcinków. Zacznijmy od The Blind Banker, który wypadł w moim odczuciu gorzej niż poprzedni. Może to kwestia tego, że pierwszy spodobał mi się tak bardzo, że nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić, to było naprawdę mistrzowstwo. Po drugim oczekiwałam podobnego poziomu, jednak właściwie się nieco zawiodłam. Dalej Sherlock i Watson byli idealni, dalej mój cudowny Londyn, ale trochę się gubiłam w tym odcinku. Chociaż na dużą korzyść przemawia fakt, że nagrywali go w China Town. Zresztą calutki serial śmiesznie mi się oglądało, bo w większości miejscach, w których postacie się poruszały, byłam i przez to jeszcze lepiej odbierałam ten serial. Ale to nie tak, że drugi odcinek był beznadziejny - nie, nie, nie. Drugi również był całkiem dobry, ale naprawdę nie ma co porównywać go z pierwszym, bo według mnie był zdecydowanie najlepszy z całego sezonu. The Blind Banker zapowiadał się ciekawie i interesująco się zakończył. Chińska mafia? I like it! Benedict i Martin? I love it! Duet idealny, chociaż jestem bardzo przyzwyczajona do Roberta Downey Jr. w postaci Sherlocka Holmesa i nieco trudno było mi się do tego przestawić. Niemniej jednak wydaje mi się, że Benedict jest w tej roli naprawdę bardzo dobry. Bardzo bardzo dobry. I bardzo bardzo przystojny. I kocham jego bardzo bardzo niebieskie oczy! W każdym razie drugi odcinek według mnie wypadł gorzej od pierwszego. Dalej byłam zachwycona dedukcją Sherlocka i całą tą otoczką, jednak sama sprawa wydała mi się nudna. Za mało morderstw. I cały czas zastanawiałam się dlaczego, kiedy grozili Sarah kuszą, ona nie mogła po prostu przewrócić się na krześle w bok... czy chociażby do tyłu? A nie tylko patrzeć na kuszę i myśleć sobie "O nie, za chwilę umrę. Nie, nie, nie. Tak bardzo nie mam, co zrobić w tej sytuacji". Ja na jej miejscu dawno bym przewróciła się na krześle... Ale to jest Sarah i nie podważam tego, co zrobiła.

Czas na trzeci odcinek, czyli The Great Game. Ten również zapowiadał się bardzo ciekawie i nie mogłam się doczekać tego, co się wydarzy. No i wreszcie dowiadujemy się tożsamości Moriarty'ego! Bardzo podobało mi się to, jak pogrywał sobie z Sherlockiem, jednak przy którymś zakładniku zaczęłam się nudzić i to 90 minut ogromnie mi się dłużyło. Chyba nawet zaczęłam zajmować się czymś innym, gdyż mnie za bardzo znudziło, natomiast końcówka znowu mnie ogromnie zaskoczyła. Kompletnie nie wiedziałam czego się spodziewać i siedziałam, jak na szpilkach. Sam Moriarty zyskał u mnie nawet większą sympatię niż Sherlock. Uwielbiałam to, jak się z niego naigrywał i odpowiadał bardzo śmiesznym, wysokim głosem. Mam nadzieję, że w następnych sezonach będzie go jeszcze więcej. Chociaż dalej jestem skonsternowana po obejrzeniu tego ostatniego odcinka. Jak można go zakończyć w taki sposób?! Dziś również zrobię sobie wieczór z Sherlockiem, bo jestem ciekawa... pociągnie za spust czy jednak nie? Dalej mam ochotę zrobić krzywdę reżyserowi za to, że zakończył w takim momencie, ale na szczęście drugi sezon mam na wyciągnięcie ręki.

Sherlock jest naprawdę genialny. Niestety w moim odczuciu pierwszy odcinek jest mistrzowski, a kolejne dwa wypadają na jego tle raczej kiepsko. Jednak nie zmienia to faktu, że klimat, bohaterowie, zagadki, bohaterowie, Londyn i bohaterowie bardzo mi się spodobali, więc z pewnością od teraz będę namiętnie oglądać kolejne odcinki. Tylko dlaczego jest ich tak mało na sezon? Trzy? Dla mnie to zdecydowanie za mało, ale przede mną jeszcze dwa sezony, czyli prawdopodobnie w... środę nie będę miała jak żyć, czym oddychać i co robić. Mimo tego, że drugi i trzeci odcinek nie rozbudziły we mnie zbyt głębokich czuć to oceniam ten serial jak najbardziej pozytywnie i bardzo się cieszę, że zaczęłam go oglądać. Dlatego też naprawdę bardzo polecam i mam nadzieję, że Wy już macie za sobą wszystkie trzy sezony i lubicie je tak bardzo, jak ja ten pierwszy. Na zachętę łapcie przystojnego Benedicta!


Ocena sezonu: 7/10

Sezon 1 | Sezon 2 | Sezon 3

12 komentarze:

  1. "klimat, bohaterowie, zagadki, bohaterowie, Londyn i bohaterowie bardzo mi się spodobali" najlepiej XD "Sherlocka" mam od bardzo dawna w planach, książkową wersję uwielbiam, więc podczas ferii na bank obejrzę.:)
    A Tobie od środy, żebyś miała jak żyć, czym oddychać i co robić, polecam "Revenge". :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam Sherlocka! Co prawda trochę teraz nie mam za bardzo jak oglądać, bo mi cały czas internet wyłączają i bardzo mi z tego powodu smutno. Ale oglądałam dwa pierwsze odcinki i wiem co masz na myśli. Pierwszy odcinek podobał mi się bardziej w tej drugiej wersji, nieoficjalnej. Drugi odcinek był już dziwny, trochę się w nim gubiłam, ale wszystko nadrabiają główni bohaterowie. W ogóle wiele ludzi woli Benedicta zamiast Roberta jako Sherlocka. Ale ja uważam, że obaj są świetni i w dodatku przeprzystojni. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Moi znajomi bardzo zachwalają "Sherlocka", więc bardzo intensywnie zastanawiam się czy nie zacząć oglądać :) Ale znając życie ulęgnę i w ferie zasiądę przed ekranem komputera lub tabletu i będę oglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmmm...zaczynam mieć ochotę na ten serial, noo :D Tylko, kurcze, wiem że nie będę mieć czasu na jego oglądanie, zwłaszcza że mam setki filmów do obejrzenia i jeszcze inne plany na te dwa tygodnie ferii :( bo w czasie szkoły to już zupełnie odpada :c

    OdpowiedzUsuń
  5. Słyszałam wiele pochlebnych opinii o tym serialu i nawet miałam zacząć oglądać, ale się rozmyśliłam. To chyba długość odcinków (1,5 h) mnie przeraża xD No cóż, pożyjemy zobaczymy, ale na dzień dzisiejszy oglądam i tak o wiele za dużo różnych seriali (w których więkzości mam straszne zaległości xD) Pozdrawiam :***

    http://czytanie-i-ogladanie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Sherlock to jeden z tych seriali, które długo dają o sobie znać i z niecierpliwością wyczekuje się kolejnych sezonów. Poza tym scenarzyści, Moffat i Gatiss, to najwięksi trolle BBC. Ale z tego, co widzę, za sobą masz dopiero pierwszy sezon, jeszcze wiele przed Tobą, wkrótce zrozumiesz, co miałam na myśli. ;)

    jest-motyw.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Tyle osób zachwyca się tym serialem. Może ja tez powinnam go zaczęć, w końcu też mam ferie i dużo czasu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Benedict ma zielono-niebieskie oczy z brązowymi plamkami. ^.^ Tak tylko mówię. xD
    Awwww, mój ulubiony odcinek to 3x2. :D
    A widziałaś niewypuszczony pilot, też Studium w różu, ale zrobiony rok wcześniej? :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Bosz, jak ja kocham ten serial. I Benedicta *.* I wgl odbija mi na samą myśl o Sherlocku... Czekam z niecierpliwością na czwarty sezon <333

    OdpowiedzUsuń
  10. Dzisiaj zaczęłam oglądać, jeju, szkoda że tak późno... Bo właśnie kończę ferie! Gdybym ogarnęła się wcześniej, obejrzałabym wszystkie sezony, a teraz buu. .-.
    Doktorze Watson, marry me, please
    zakochałam się w toku myślenia i odzywkach Sherlocka, dosłownie <3 Idę oglądać dalej :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Ze wszystkich stron słyszę o Sherlocku, ale żadnego odcinka jeszcze nie widziałam... Ups.
    Czyli "recenzji" nie czytałam całej, ale entuzjastyczne gify przemawiają do mnie ;D

    Uwaga, zmieniłam adres bloga: Marcepankowy Świat Książek to teraz zrecenzowana.blogspot.com ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. ja na razie jestem dopiero po pierwszym odcinku, bo brakuje mi czasu na kolejne, ale całe ferie przede mną jeszcze (a dopiero za dwa tygodnie! </3) i wtedy na pewno nadrobię :D

    OdpowiedzUsuń

 

Blog Archive