29. Hyperversum - Cecilia Randall

Polski tytuł: Hyperversum
Oryginalny tytuł: Hyperversum
Autorka: Cecilia Randall
Ilość stron: 749
Wydawnictwo: Esprit
Kategoria: fantastyka
Wydanie polskie: 2011
Wydanie oryginalne: 2008
Cena z okładki: 39,90 zł
Ocena: 8/10
Dostępna również: Księgarnia Gandalf

"Wyobraź sobie komputerową grę RPG, która pozwala nie tylko śledzić losy bohaterów, ale wejść w ich skórę. Która zaciera granice pomiędzy rzeczywistością a światem wirtualnym. Taka gra nazywa się Hyperversum." *

Cecilia Randall urodziła się w Modenie i, jak sama mówi o sobie, wyrosła na "chlebie, książkach i komiksach". Ukończyła studia na wydziale Języków i Literatur Obcych, a także studia w dziedzinie Komunikacji i Technologii Informacyjnych na Uniwersytecie w Bolonii, po których zaczęła pracować jako graficzka, projektantka stron internetowych i ilustratorka. Jej debiut literacki przypadł na grudzień 2008 roku, kiedy opublikowała pierwszą powieść - "Hyperversum". Saga ta w styczniu 2009 roku doczekała się kolejnej części "Il Cavalierie del Tempo" (Rycerz czasu). [źródło]

Hyperversum to akronim hyper uniwersum - hiperwszechświata. To najlepszy dostępny na rynku produkt rozrywkowy, doceniony przez miliony graczy na całym świecie. Światy tworzone przez Hyperversum są naprawdę realistyczne i dopracowane w każdym szczególe. Prosty wizjer 3D i rękawiczki, które można podłączyć do każdego komputera, pozwalają graczowi na przeżycie przygody z subiektywnej perspektywy. Istnieje możliwość jednoczesnego podłączenia się wielu graczy, dzięki czemu przyjaciele mogą razem odtwarzać wspólny scenariusz.

Szóstka przyjaciół - Daniel, Ian, Jodie, Carl, Martin i Donna za pomocą tejże gry przenoszą się do XIII-wiecznej Francji, żeby w tym średniowiecznym świecie przeżyć przygodę swojego życia. W wyniku awarii świat rzeczywisty miesza się ze światem wirtualnym, a bohaterowie zostają uwięzieni w grze. Nie można ponownie uruchomić systemu, a zatem droga do domu wydaje się zamknięta na zawsze. Bohaterowie muszą szybko nauczyć się języka francuskiego, a przede wszystkim - średniowiecznych zwyczajów.

Tymczasem zamiast nowych przyjaciół, udaje im się zyskać wrogów - już pierwszego dnia Ian staje w obronie pewnej Francuzki, przez co wszyscy trafiają do więzienia, schwytani przez, znanego ze swojego okrucieństwa, angielskiego szeryfa Jerome'a Derangale'a... A to absolutnie nie koniec ich przygód. Ian, najstarszy z całej grupy, musi opiekować się pozostałymi i chronić ich przed niebezpieczeństwami, które pojawią się na ich drodze. Jednocześnie bohaterowie znajdują się niebezpiecznie blisko czasu, w którym ma dojść do bitwy pod Bouvines. Czy uda im się na czas wyjść z gry? Kim jest tajemnicza Francuzka, którą uratował Ian? Czy Daniel pokona swój strach i z chłopca stanie się mężczyzną? Czy ich przyjaźń przetrwa próbę czasu i przestrzeni? A co jeśli tak bardzo zakochają się w średniowiecznej Francji, iż nie będą chcieli wrócić do domu?

"Gdybym znała swoją przyszłość, znaczyłoby to, że została ona już zapisana, a to z kolei znaczyłoby, że nie można jej już zmienić."

Zacznijmy od tego, że na kartach niniejszej książki przewija się cała masa bohaterów - od służących po samego Filipa II Augusta. Mimo to można łatwo zorientować się o jakim bohaterze akurat mowa. Wiadomo, że służących nie będziemy znać z imienia i nazwiska, ale co ważniejsze postacie, np. Henri de Bar, są świetnie wykreowane i mimo kumulacji wielu tytułów szlacheckich odnajdziemy osobę, o której właśnie mowa. Czytałam wiele książek, w których była cała masa postaci, a autor nie potrafił z tego wybrnąć i po prostu czytelnik się gubił. W tej książce nie ma mowy o czymś takim, bo wszystko jest świetnie wykreowane.

Muszę tutaj wspomnieć o czwórce naszych głównych bohaterów. Od razu wszystkich bardzo polubiłam, chociaż chcąc, nie chcąc Daniel trochę denerwował mnie tymi swoimi rozmyślaniami - "Dlaczego Ian się tak dla nas poświęca? To przecież ja tu zawiniłem." Jednak to nie zmienia faktu, że obdarzyłam tę postać wielką sympatią. Jednak zdecydowanie najlepszy był Ian, no po prostu - ubóstwiam go! Waleczny, szlachetny, honorowy i odważny, a zarazem czuły, nieśmiały i skromny, można powiedzieć, że to mężczyzna idealny. Jodie i Martin też bardzo chwycili mnie za serce. Jodie z małej przestraszonej dziewczynki, stała się damą, a Martin nie był już więcej wystraszonym chłopcem, tylko młodym mężczyzną. Nie wspominam tutaj o Donnie i Carlu, ponieważ postacie pojawiały się niewiele w książce, a przez to nie wyrobiłam sobie o nich zdania. Muszę też wspomnieć o Jeromie Derangalu i Etienne de Sancerre. Derangale'a mimo tego, że był bardzo złym człowiekiem, polubiłam. Nie mogę powiedzieć, że się w nim zakochałam, bo to byłaby przesada, ale zawsze miałam słabość do czarnych charakterów. Natomiast Sancerre był po prostu jedyny w swoim rodzaju! Za każdym razem, gdy występował w książce miałam wielki uśmiech na ustach i śmiałam się z jego odzywek. Jednocześnie, mimo swojego komizmu, był wspaniałym przyjacielem, którego każdy z nas chciałby mieć. 

Moje pierwsze wrażenie, gdy zobaczyłam książkę, było czymś w stylu - "Jaka gruba! Nigdy tego nie przeczytam!". Faktycznie, ponad 700 stron to dużo, ale ja zawsze lubiłam obszerne książki, bo zawsze lepiej czytało mi się coś grubszego, z czym mogłabym posiedzieć kilka dni, a nie skończyć całej przygody podczas jednego wieczora. Trochę zajęło mi przeczytanie tej książki, ale powiem, że naprawdę warto się poświęcić. Mimo tych siedmiuset stron książkę czyta się szybko i przyjemnie. Jedynie pierwsze 100 stron jest trudne do przebrnięcia, ale potem wszystko samo leci. Nawet nie podejrzewałam, że historia aż tak mnie wciągnie. Zdecydowanie to fajniejszy sposób zdobywania wiedzy, niż siedzenie na lekcji.

"Przyszłość jest mglista, póki nie stanie się teraźniejszością. Jedynie przeszłość jest pewna i znana."

Gdy przeczytałam opis książki - po prostu znalazłam się w niebie. Pomysł uwięzienia w grze RPG jest fantastyczny. Bałam się jednak, że autorka przedstawi dobry pomysł, ale nie będzie w stanie go fajnie przedstawić. Było jednak inaczej, co tylko upewniło mnie w tym, że pani Randall potrafi świetnie pisać. Przede wszystkim - czytelnik nigdy się nie nudzi, w tej książce zawsze się coś dzieje i czasami musiałam się powstrzymywać przed czytaniem następnego rozdziału, żeby za szybko nie dojść do końca książki. Bardzo podobał mi się tutaj turniej rycerski i intryga z Jeanem de Ponthieu. Przyznam szczerze, że już od dawna nie czytałam tak dobrej książki.

Kolejnym plusem jest tutaj klimat średniowieczny. To naprawdę wdzięczny temat i za każdym razem, gdy czytam książkę umiejscowioną w tym czasie - jestem zachwycona. Czasami jednak niektórym nie udaje się oddać go w pełni, przez co książka traci na wartości. Tutaj klimat średniowieczny jest jednak pięknie przedstawiony i to w taki sposób, że czytelnik od razu pragnie w nim zamieszkać. Jestem pod wielkim wrażeniem, że pani Cecilii udało się napisać tak porywającą fabułę, w tak pięknym klimacie.

Muszę wspomnieć o okładce. Ona po prostu do mnie nie przemawia, ale to ze względu na to, że całkowicie inaczej wyobrażałam sobie bohaterów. W mojej głowie wyglądali całkowicie inaczej. Również portret Isabeau nie za bardzo mi się podoba. Jest raczej przedstawiona zbyt surowo, a nie pięknie. Kolejną rzeczą, która jest godna uwagi to piękne ilustracje zdobiące wnętrze książki. Jest ona podzielona na 4 części, a przy każdej z nich znajduje się portret innej osoby.

"Ten kto ma odwagę walczyć w imię tego, co uważa za słuszne, zostaje naznaczony - to znak, który zostaje wypalony w tobie na zewnątrz i w środku, który zmienia cię na zawsze..."

Dodatkowo wspomnę też o zakończeniu. Tego naprawdę nikt się nie spodziewał, ja byłam pod wielkim wrażeniem i ostatnie 50 stron pochłonęłam chyba w dziesięć minut. Już myślimy, że wszystko będzie pięknie, a tu bam! Potem zaczynamy opłakiwać pewną rzecz razem z Ianem, tylko po to, żeby dowiedzieć się, że to jeszcze nie koniec - i znowu serce rośnie nam w piersi. Według mnie warto przeczytać książkę, chociażby dla tego niesamowitego zakończenia. Przyznam, że płakałam jak kot i wtedy uświadomiłam sobie jak bardzo pokochałam tych bohaterów. Pani Randall naprawdę należą się wielkie ukłony, bo odwaliła kawał dobrej roboty. Również przez to zakończenie wiem, że niedługo pojawi się kolejna część i czekam na to z utęsknieniem.

"Hyperversum" to nie tylko książka o bitwie pod Bouvines, ale także pokazuje nam siłę przyjaźni. Oni przetrwali, bo znaleźli się w tym razem i mogli się wzajemnie wspierać. Taka przygoda nie byłaby łatwa dla kogoś, kto dostał się tam sam. Podziwiam Panią Cecilię za sformułowanie tak pięknej definicji przyjaźni i miłości, która nie była przesłodzona, ale prawdziwa. Książkę polecam z ręką na sercu, bo wiem, że spodoba się ona każdemu kto po nią sięgnie. Nie zrażajcie się tymi 700 stronami, bo naprawdę warto przeżyć taką przygodę w średniowiecznej Francji.

" - Wojna? Chcesz mi powiedzieć, że weźmiesz udział w prawdziwej wojnie?
- A słyszałeś o jakiejś udawanej, średniowiecznej wojnie?"


Za możliwość zakochania się w średniowiecznej Francji, z całego serca dziękuję wydawnictwu Esprit!


* Wszystkie cytaty pochodzą z książki "Hyperversum" Cecilii Randall.



***
Pierwsza recenzja w tym miesiącu! Powiem Wam, że w tym miesiącu zapowiadają się naprawdę ciekawe książki do przeczytania i już nie mogę się doczekać. ;3 Wczoraj, razem z rodziną, spędziłam cały dzień na Słowacji. Przyznam szczerze, że bardzo mi się podobało i pewnie jeszcze nie raz tam wrócę. *-* Teraz zabieram się za czytanie "Nevermore" - dwa rozdziały już za mną i przyznam, że zapowiada się dość ciekawie. ^^


27 komentarze:

  1. Już kolejna pozytywna recenzja tej książki. Mimo że, to raczej nie moja bajka, może jednak spróbuję... Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka bardzo mi się podobała. Jednak tak samo jak Ciebie, denerwowały mnie czasami rozmyślania Daniela. Mimo wszystko z niecierpliwością czekam na kolejny tom tej serii :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna, merytoryczna recenzja, swoją drogą kolejna pozytywna i utwierdzająca mnie w przekonaniu, że koniecznie muszę się z tą książką zapoznać. Jednak najbardziej mnie interesuje jakim cudem książka do Ciebie dotarła, skoro podobno od miesiąca nie mieli nikogo, kto by się tym zajął.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Angie Wu: Bardzo dziękuję za miłe słowa. ;3 Książka dotarła do mnie jeszcze na początku zeszłego miesiąca, przed urlopem pani Ani. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajna recenzja Abi :) Książka mi się szalenie podobała i również wszystkich zachęcam do czytania :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam i mam podobne wrażenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. mam w planach :)
    Zapraszam do mnie :
    ksiazka-na-kazdy-dzien.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. @Abigail: No i wszystko jasne ;) I nie dziękuj, kochana, bo recenzja naprawdę godna jest pochwały. Dawno nie czytałam tak dobrej :)

    Angie Wu
    www.zrecenzujemy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeszcze nie czytałam, ale książka czeka na mnie w domu ;] Ciekawa recenzja aż chce się tę książkę jak najszybciej przeczytać ;]

    PS. "I'm singing my blues~~" ;] Kolejna moja ulubiona piosenka ;D

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie książka nie zachwyciła.
    Ale piosenka <3 :D:D

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam historię Francji, ale jakoś nie mogę się przekonać do tej książki. Chyba za dużo nad nią zachwytów:)

    OdpowiedzUsuń
  12. o, a tę książkę bym przeczytała :)
    czekam na kolejną recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Również się zastanawiam na jej przeczytaniem. Tyle zachwytów, a mam przeczucie, że mi akurat się nie spodoba.

    OdpowiedzUsuń
  14. Mówiłam, że Ci się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  15. @Madame K. - przez pierwsze 100 stron było mi ciężko przejść. Teraz czyta mój chłopak i jest zachwycony :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Uwielbiam tę książkę :) Bardzo miło ją wspominam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Marzy mi się przeczytanie tej książki, może w końcu będę miała taką możliwość :3

    OdpowiedzUsuń
  18. Mam nadzieję, że kiedyś będzie okazja po tę powieść sięgnąć ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Mam na nią ochotę już od jakiegoś czasu!

    OdpowiedzUsuń
  20. Też czytałam i zdecydowanie książka jest świetna. Wciągająca, z klimatem, przygodą i najważniejsze zakończenie, które jest prawdziwym zaskoczeniem. Cóż czekam na więcej.

    OdpowiedzUsuń
  21. Zgadzam się z Tobą w pełni :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo bym chciała przeczytać tę książkę, zapowiada się ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Recenzja brzmi nadzwyczaj kusząco. Umiesz przekonywać do książek :D Pewnie i ja w końcu po nią sięgnę, ale na razie odstrasza mnie jej grubość. Chociaż też kocham takie cegiełki, to ostatnio brakuje mi na nie czasu :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. Zachęcająca recenzja:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  25. Również spodobała mi się ta książka i chętnie przeczytałabym kontynuację. :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Książkę przeczytałam już dość dawno temu, jednak bardzo mi się podobała. Świetna recenzja!

    OdpowiedzUsuń
  27. "Hyperversum" to jedno z moich ukochanym książek. Po pierwsza cała historia tak mnie wciągnęła, że jak na tyle stron przeczytałam bardzo szybko. Po drugie zakończenie było przepiękne. Bardzo chciałabym mieć już w ręce drugą część. Nie mogę się doczekać.

    OdpowiedzUsuń

 

Blog Archive