161. Przegląd Końca Świata: Deadline - Mira Grant

Polski tytuł: Przegląd Końca Świata: Deadline
Oryginalny tytuł: Deadline
Autorka: Mira Grant
Ilość stron: 503
Wydawnictwo: SQN
Kategoria: thriller
Wydanie polskie: 2013
Wydanie oryginalne: 2012
Cena z okładki: 34,90 zł
Ocena: 10/10


"Wierzę w prawdę. Wierzę w dziennikarstwo. I wierzę w Shauna. Cała reszta to szczegóły".

Po dramatycznych wydarzeniach sprzed roku Shaun Mason stał się całkowicie innym człowiekiem. A właściwie to nie można go nazwać człowiekiem, bliżej mu do zombie, gdyż dalej nie może pogodzić się z tym, co stało się kilkanaście miesięcy wcześniej. Przedtem był pełnym życia mężczyzną, który nie bał się zaryzykować odgryzienia ręki przez zombie, byle tylko potykać go patykiem i dostarczyć uciechy dla osób czytających ich stronę - Przegląd Końca Świata. Teraz już nic nie potrafi wywołać uśmiechu na jego twarzy, a on z jednego z najlepszych Irwinów zamienił się w... właściwie to praktycznie stał się niemal tym samym zombie, którego niedawno tak chętnie drażnił. Tyle, że jeśli teraz ktoś chciałby podrażnić Shauna-zombie to gwarantuję, iż nawet nie zdążyłby zauważyć, kiedy jego ręka na polecenie Shauna postanowiłaby przestać tworzyć integralną część z ciałem. To mężczyzna, którego nikt jeszcze nigdy nie widział.

Po powrocie z misji w siedzibie Przeglądu Końca Świata pojawia się pewien naukowiec, który, według tego, co można znaleźć na pierwszych stronach gazet, powinien być martwy. W takim razie dlaczego stoi przed nimi w całej swojej okazałości? Okazuje się, że jest on w posiadaniu naprawdę niebezpiecznej wiedzy, która może zrujnować pogląd na temat pewnej instytucji. Tym razem jednak, Shaun nie będzie musiał stawać oko w oko z powłóczącymi nogami umarlakami, ale po drugiej stronie swojej broni znajdzie całkowicie żywy spisek. Strzelaj Shaun, strzelaj, a potem uciekaj, ile tylko sił w nogach, bo prawda potrafi nie tylko wyzwolić, ale również niesamowicie zaboleć.

"Wydaje mi się, że w ostatecznym rozrachunku nasze pragnienia nie mają znaczenia. Liczy się tylko to, co postanowimy zrobić z naszym życiem".

Deadline to najbardziej wyczekiwana przeze mnie premiera w tym roku. W poprzednim miałam przyjemność poznać pierwszą część przygód Masonów i wprost umierałam z niecierpliwości. Feed zakończył się w tak dramatycznym i smutnym momencie, że musiałam w tej chwili dostać kolejną część. Przyznam, że Mira Grant to jedyna autorka, która potrafi doprowadzić swoich czytelników do dziwnych paradoksów: płakać, czytając książkę o zombie - to przecież bezcenne! A jednak cała seria Przeglądu Końca Świata ma z tematem zombie dosyć mało wspólnego. Owszem, znajdziecie tutaj powłóczących nogami umarlaków. Owszem, atakują oni żyjących. Natomiast jest to jedynie tło do bardziej dramatycznych wydarzeń, które mają miejsce w tej książce. Deadline to przede wszystkim książka o ludziach oraz o tym, że nawet w obliczu wszechogarniającej śmierci i epidemii potrafimy robić wszystko, żeby tylko zniszczyć swoich wrogów.

Zombie, polityka i blogerzy, czyli przepis na to, jak stworzyć książkę idealną. Czego trzeba więcej? Ach, no tak, zapomniałam jeszcze o idealnym piórze Miry Grant. Dla mnie ta powieść jest wręcz bezbłędna i bezapelacyjnie najlepsza ze wszystkich powieści na temat zombie, jakie miałam okazje przeczytać. Blogerzy okazują się jedynym wiarygodnym źródłem prawdy wobec rządących, którzy ciągle okłamują żyjących mieszkańców i nie wstydzą się nawet tego, że zarazili całe miasto, tylko po to, żeby pozbyć się kilku osób wiedzących zbyt dużo. Prawda jest okrutna - z jednej strony potrafi nas wybawić, ale z drugiej przez nią potrafimy cierpieć i stajemy się podatni na wszystkie zewnętrzne zagrożenia. Kiedy wiemy za dużo, tak jak Shaun i jego ekipa, to trzeba zdać sobie sprawę z jednej rzeczy - uciekaj, ile sił w nogach i nie zważaj na zombie, bo to twoi pobratymcy chcą cię widzieć w gronie zarażonych. Mira Grant przedstawiła w książce to, jak trudny jest zawód blogera i fakt, że ludzie powinni się z nimi liczyć (bo przecież blogerzy to potęga!). Shaun ze swoją ekipą nie patrzył na to czy prawda może zaboleć wszystkich żyjących, czy też nikt nie zwróci na nią uwagi - zadaniem blogera jest przekazywanie prawdy, a nie mydlenie oczu czytelnikom. I właśnie w tym są najlepsi. W końcu prawda nie odpoczywa, tak?

Wiecie, co mnie często irytuje? Ktoś z otoczenia głównego bohatera umiera, a on rozpacza dzień lub dwa, a potem ma wszystko gdzieś i po prostu "idzie dalej". Przecież nie ma tak łatwo, prawda? Śmierć najbliższej osoby jest tragiczna i nie życzę nawet największemu wrogowi tego, żeby musiał pochować swoją miłość. Shaun absolutnie nie radzi sobie z faktem, że bliska mu osoba już nie żyje i nigdy więcej jej nie zobaczy. Dosłownie. Mężczyzna słyszy jej głos w głowie, z którym często rozmawia, kłóci się lub śmieje - to jego sposób na radzenie sobie z tym okrutnym faktem. Zrobił się nerwowy i łatwo wdaje się w bójki, jednak jego ekipa nie zważa na to, że ich szef, mówiąc kolokwialnie, ześwirował i rozmawia sam ze sobą, udając, że ktoś naprawdę mówi mu do ucha, jak ma się zachować w danej sytuacji. Mira Grant to jedyna autorka, która potrafiła oddać rozpacz człowieka w tak rzeczywisty sposób. Każdy z nas reaguje na takie wydarzenia inaczej, ale chyba niezmiennym pozostaje fakt, iż nie możemy sobie z tym poradzić. Nie zapominamy o bliskiej nam osobie z dnia na dzień, jakby nigdy nie istniała. Tak jak Shaun, nie chcemy, by kiedykolwiek od nas odeszła. Prawda jest taka, że mężczyzna boi się przejmować całą odpowiedzialność za zespół na swoje barki, więc pilnie słucha głosu, który do niedawna nad wszystkim rządził, a teraz tylko on go słyszy. Ja sama jestem niezmiernie zadowolona z takiego rozwiązania, do jakiego doszła Mira Grant. Sama nie mogłam się pogodzić ze stratą jednej z bohaterek, więc po prostu nie wyobrażałam sobie książki bez jej uszczypliwych komentarzy do Shauna, racjonalnego myślenia przy wielu sprawach i wpadania na trop spisku.

Poprzednia część bardzo skupiała się na polityce i karierze Przeglądu Końca Świata przy wyborach prezydenckich. Tutaj natomiast autorka w dużej mierze skupiła się na smutku głównego bohatera i technicznej stronie wirusa Kellis-Amberlee, który atakował komórki człowieka i sprawiał, że ten zamieniał się w zombie. Dowiadujemy się kilku ciekawych rzeczy o zespole rezerwuarowym, amplifikacjach i możemy zrozumieć te kilka faktów, które mogliśmy przeoczyć w Feed, a dodatkowo dowiedzieć się nowych rzeczy, które niejednokrotnie wprawią nas w niesamowite zdziwienie. Wydawało mi się, że wirusologia będzie nudnym tematem, jednak prawda jest taka, że niesamowicie dobrze czytało mi się książkę i poznawało kolejne medyczne zagadnienia Kellis-Amberlee. I nawet zombiaków było nieco więcej, z czego moje czarne i zepsute serce bardzo się ucieszyło. Jeśli mam być szczera to wydaje mi się, iż Deadline jest na równym poziomie, co Feed albo nawet nieco lepszy. Nie wiem z czego to wynika, ale wydaje mi się, że tutaj działo się jeszcze więcej niż w poprzedniej części. Dowiadywaliśmy się kolejnych niepokojących faktów, które ukrywało przed ludźmi CZKC i dopiero blogerzy odnaleźli pewne nieprawidłowowści w statystykach, które mogły pogrążyć instytucję. Shaun i jego ekipa kilkakrotnie otarli się o śmierć... I to bardzo poważnie się otarli. Tym razem nie tylko zombiaki były przeciwko nim, ale też niemal cały rząd. Chociaż na miejscu Shauna o wiele bardziej martwiłabym się ludźmi niż umarlakami, one w końcu są martwe i tak wiele nie mogą zrobić, prawda? Natomiast ludzie używają całej swojej inteligencji i nabytych zdolności tylko po to, żeby zniszczyć ludzi, którzy chcą zaszkodzić ich interesom. It's sick!

Po tym, co spotkało mnie pod sam koniec pierwszej części nie mogłam się pozbierać, prawie tak bardzo, jak Shaun. Wydawało mi się, że Mira Grant nie zrobi już kolejnej tak okropnej rzeczy, bo przecież chyba nie chce, żeby jej czytelnicy byli przygnębieni przez całą trylogię. A jednak się myliłam. Wybacz mi Miro Grant, że zwątpiłam w twe umiejętności do łamania serc czytelnikom. Kolejna bomba spada na nas pod koniec Deadline, tak że wszyscy zastanwiają się O co właściwie tutaj chodzi? Już dawno żadna książka nie wprawiła mnie w tak wielkie osłupienie. Miałam ogromną ochotę wziąć ją i wyrzucić przez okno, nie mogąc uwierzyć w to, co autorka zrobiła w dwóch ostatnich rozdziałach. Sama nie wiem czy moje rozdrażnienie wynikało z tego, że ta genialna powieść już się zakończyła, czy z tego, że nie miałam przy sobie następnej części i będę musiała czekać na Blackout aż do wakacji! Co może być gorszego niż fakt, że trzecia część jednej z ukochanych trylogii zostanie wydana dopiero za pół roku? Ach, już chyba sam fakt, że Blackout jest ostatnia. Nie wyobrażam sobie tego, co autorka wymyśli dla nas w tej części, ale jestem przekonana, że będzie się działo i na pewno mi się to spodoba. No cóż, Twój ruch Miro Grant, czy będzie szach-mat w sercach czytelników?

Trzy tygodnie przygotowywania się do pisania recenzji tej powieści i niemożność powiedzenia czegokolwiek konkretnego, co w pełni oddawałoby moje uczucia - takie rzeczy tylko dzięki Mirze Grant. Deadline to nie książka o zombie, ale o ludziach. Odkrywa okropną prawdę o nas samych, naszych ukrytych motywach postępowania oraz o naszej bezwzględności. To nie zombie główni bohaterowie musieli się obawiać, ale swoich pobratymców, którzy wykorzystali swoją inteligencję i zdolność do intryg, by zniszczyć niepotrzebne pionki w grze. Jeśli nie chcecie, by Wasz rozum i serce dotkliwie ucierpiały - to nie sięgajcie po tę serię. Nie wytrzymacie tego, co autorka dla Was przygotowała, bo w końcu, hej, to Mira Grant i ona może zrobić wszystko, żebyśmy tylko cierpieli. Ale nie zmienia to faktu, że uwielbiam ją, jej styl pisania i całą historię. Na określenie Przeglądu Końca Świata mam tylko dwa słowa: absolutnie genialny! A Wy, którzy nie przeczytaliście tej serii, żałujcie. W sumie... Warto narazić się na ten mętlik w głowie i złamane serce, byle tylko poznać tę powieść.

"Jeśli ktoś zadziera z Shaunem, zadziera też ze mną. I przysięgam, że z naszej dwójki to ze mną nie opłaca się zadzierać bardziej. On cię zabije. Ale ja sprawię, że będziesz żałował. Sprawię, że słono za to zapłacisz. Zaufaj mi. Jestem dziennikarką".


Feed | Deadline | Blackout


Za możliwość przeczytania Deadline serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN!

11 komentarze:

  1. Ej, a jak to jest z tym projektem Albie? Powstanie, czy nie? Bo są tylko bloopersy a filmu nie ma...

    OdpowiedzUsuń
  2. Koniecznie chcę mieć :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Auć spoilery...
    Przede mną jeszcze Feed, ale będę musiała trocszkę poczekać na jej zakup :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na razie u mnie w planie tom pierwszy ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z każdą recenzją coraz bardziej chcę przeczytać tą serię. Jak na razie muszę się rozejrzeć na pierwszym tomem, bo całość zapowiada się fantastycznie! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurde ! Muszę w końcu dorwać Feed !

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie czytałam pierwszej części i nie jest to mój priorytet. Owszem, chciałabym poznać pióro autorki, aczkolwiek zaczekam z tym jeszcze trochę. Odwlekanie dobrych książek idzie mi coraz łatwiej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Obie części czekają w kolejce - lada dzień idą w moje łapki :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Koniecznie muszę dopaść w swoje ręce pierwszy tom tej trylogii :)

    OdpowiedzUsuń

 

Blog Archive