Gemina, Jay Kristoff & Amie Kaufman

W życiu zdarzają się takie książki, które kochamy już od pierwszych stron, a po zakończeniu lektury nasz świat nie jest taki sam. Są to książki tak dobre, że mamy ochotę je wręczać wszystkim ludziom jako prezent. Najlepszy możliwy prezent dla czytelnika - obietnica pasjonującej lektury, którą możemy żyć. Dokładnie tak miałam z pierwszą częścią tej trylogii, czyli z Illuminae. Po skończeniu lektury musiałam sięgnąć po kolejny tom, gdyż za bardzo tęskniłam za głównymi bohaterami i za światem stworzonym przez Kristoffa i Kaufman. Sięgając po Geminę, wiedziałam, że czeka mnie fantastyczna przygoda, o której nie zapomnę przez długi czas. I rzeczywiście tak było.

Akcja Geminy rozpoczyna się zaraz po zakończeniu losów naszych głównych bohaterów z Illuminae. Co prawda w tej części nie śledzimy fabuły z punktu widzenia Kady bądź Ezry, ale ze stacji kosmicznej Heimdall - tam poznajemy kolejne postaci, czyli Hannę Donnelly oraz Niklasa Malikova (+ przyjaciele). Dziewczyna jest córką kapitana stacji, a Niklas należy do Domu Najov - jest to pewnego rodzaju gang, który szczyci się tworzeniem substancji narkotyzującej (dust) oraz możliwością przeszmuglowania każdej przesyłki, jaka jest możliwa. W dniu, w którym zostaje wyprawione huczne przyjęcie na cześć Terra Day na stację Heimdall napadają piraci kosmiczni, którzy przejmują budynek i pozbywają się niepotrzebnych świadków. BeiTech ciągle próbuje zniszczyć wszystkie ślady swojego ataku na Kerenzę, na stacji panoszą się niepokojące i śmiercionośne stworzenia, a tunel czasoprzestrzenny nie działa w odpowiedni sposób i może doprowadzić do wielkich zniszczeń. Hanna i Niklas są zmuszeni pracować razem: nie tylko by ocalić siebie oraz stację Heimdall, ale również pasażerów lecącej do nich Hypatii oraz możliwe, że cały wszechświat.

Przyznam szczerze, że na samym początku dosyć trudno było mi się wciągnąć w tę książkę. Może ze względu na to, że nie podążaliśmy śladami Kady, Ezry oraz AIDANa, ale musieliśmy poznać całkiem nowe postacie i zrozumieć sytuację, w której się znajdują. Pierwsze 30% książki było dla mnie trudne, jednak po tym akcja tak mocno się rozkręciła, ja się wciągnęłam, że przeczytałam kolejne 70% w dosłownie jeden dzień. Naprawdę myślałam, że to, co działo się w Illuminae jest niesamowite i niemożliwe do wydarzenia, jednak tutaj autorzy przeszli samych siebie - weszli na taki poziom astrofizyki, że sama nie jestem pewna jak udało im się w tak świetny sposób wszystko połączyć ze sobą i stworzyć spójną całość. Spiskom i intrygom nie ma tutaj końca - nasi bohaterowie muszą walczyć o życie, jednak nie znaczy to wcale, że ludzie ponad nimi nie mają własnych gier do rozegrania i nie walczą o uratowanie swojego wizerunku. 

Przede wszystkim ciekawe jest to, że mimo tego, iż Gemina jest przedstawiona w formie dossier, e-maili, czatów oraz innych form graficznych, to w idealny sposób autorom udaje się oddać emocje głównych bohaterów. Nie mamy wrażenia, żeby coś nam umykało w trakcie lektury, postacie są świetnie wykreowane, ich motywy i działania prawdziwe, a czytelnik zapoznaje się z całą historią i jest po prostu w szoku. Mnie dalej zadziwia geniusz Kristoffa i Kaufman - nie wiem jak udało im się stworzyć tak dopracowaną i przemyślaną historię. Jak bardzo chciałabym się doczepić do czegoś w Geminie, to po prostu nie mam do czego. Według mnie, cała ta trylogia jest świetnie przemyślana i to dosłownie od początku do końca. Nie ma żadnego momentu, w którym zdarzyłyby się niedociągnięcia lub jakieś nieścisłości. Pierwszy raz spotykam się z książką, w której autorzy pomyśleli dosłownie o wszystkim. Nie dość, że jest to świetna graficznie powieść to również ma genialną i bogatą treść, świetnie wykreowanych bohaterów i oczywiście dopiętą na ostatni guzik fabułę. Czysty geniusz.

Muszę przyznać, że Gemina jest trochę słabsza od Illuminae. Nie jest to jedna z tych słabości, która od razu przekreśla całą trylogię, co to, to nie. Może mam takie odczucie ze względu na to, że przez pewien czas nie byłam w stanie się w nią wciągnąć, jednak nie zmienia to faktu, że dalej uwielbiam tę książkę i całą trylogię. W tym momencie nie mogę doczekać się na ostatni tom, czyli Obsidio. Po tym wszystkim, co wydarzyło się w Illuminae i Geminie jestem przekonana, że trzecia część będzie czymś niesamowitym. Te dwa pierwsze tomy są niejako prowadzeniem do bardziej poważnych i szokujących rzeczy, które autorzy nam zaserwują w Obsidio - jestem tego pewna. 

Gemina to niesamowicie satysfakcjonująca i dopracowana kontynuacja Illuminae. Ta trylogia jest obowiązkowa do przeczytania dla wszystkich. Jeśli nie jest to historia XXI wieku, to nie wiem, co mogłoby nią być. Zrób sobie tę przyjemność i sięgnij po Geminę, a gwarantuję Ci, że tego nie pożałujesz. Ogromnie chciałabym mieć już w swoich rękach Obsidio, żeby dowiedzieć się, jak zakończą się losy naszych głównych bohaterów, jednak prawda jest taka, że również bardzo się tego boję - przecież będzie to już definitywny koniec... Pozostaje mi tylko czytanie tych książek kilka razy!

4 komentarze:

  1. Mam Illuminae w wersji angielskiej, może w tym miesiącu uda mi się przeczytać.

    Bookeater Reality

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziwna ksiązka, w sensie... wydaje się specyficzna, a ja nie jestem przekonana do takich i nie lubię science-fiction. Raczej sobie odpuszczę.
    pozdrawiam, polecam-goodbook.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. To dobrze (super!), że mam pierwszy tom tej serii. Zaraz zacznę lekturę, mając nadzieję, że i mnie tak samo pochłonie wykreowany przez autorów świata.
    P.S.: A teraz po angielsku czytam sobie najnowszy tom "Pośredniczki" od Meg Cabot :)
    Pozdrawiam Zakładka do Przyszłości

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaczytujesz się tylko w tych książkach, których recenzje wstawiasz na bloga, mówisz o nich na yt, etc., czy sięgasz także po te wyższych lotów - klasykę, nową prozę polską czy też zagraniczną?

    OdpowiedzUsuń